• Wpisów:142
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:06
  • Licznik odwiedzin:16 573 / 2097 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kochani,
serdecznie zapraszam Was do zaglądania do nowo powstałej zakładki na blogu METAMORFOZY!

http://arkanaurody.blogspot.com/p/metamorfozy.html
 

 
Kochani,
niedługo, a dokładnie 13 maja mija 2 lata od czasu jak założyłam bloga i z tej okazji przygotowałam dla Was ROZDANIE!


Zapraszam Was na bloga, tam znajdziecie więcej informacji na ten temat - http://arkanaurody.blogspot.com/2014/04/rozdanie-z-okazji-2gich-urodzin-bloga.html
 

 
W piątek dotarła do mnie paczuszka od hurtowni AllePaznokcie, z którą właśnie rozpoczęłam współpracę.

http://www.allepaznokcie.pl/
https://www.facebook.com/AllePaznokcie

W ramach współpracy otrzymałam od hurtowni 7 lakierów do paznokci z 4 różnych serii oraz 2 pilniczki:


Seria ONE COLOUR EXCLUSIVE:


Seria ONE COLOUR SAND:


Seria CHROME i lakier TERMICZNY:


Pilniczki 100/180:


Wszystkie lakiery zapowiadają się obiecująco. Będę testować je przez jakiś czas i niebawem ukarzą się recenzje na temat tych lakierów. Pozdrawiam gorąco
 

 
Kochane moje dziewczyny!
Wiosna jest taką porą roku gdzie chce nam się żyć, bo wszystko wkoło budzi się do życia. Kwitną pąki na drzewach i krzewach, ptaki cierkają w głos i co najważniejsze - świeci słońce, dzięki któremu mamy energię do działania i mamy mnóstwo pomysłów, które chcemy zrealizować.
W końcu zrzucamy te kilogramy ciuchów, na rzecz bardziej przewiewnych tkanin, no i nasz makijaż znacznie różni się do tego jesienno-zimowego. Pełno w nim nasyconych kolorów, nie tylko na powiekach, dlatego ja dzisiaj chciałabym pokazać Wam moje typy pomadek i błyszczyków, które idealnie wpasują się w słoneczną pogodę i które będą rzucać się w oczy
Wszystkie te pomadki i błyszczyki możecie kupić w polskich drogeriach lub sklepach osiedlowych a ceną nie przekraczają 17zł.


No to zaczynamy... oto swatche kolorów, które proponuję na wiosnę:

BELL Air Flow (cena ok. 11zł) - błyszczyki o bardzo intensywnych, neonowych kolorach i prześlicznym zapachu, uwielbiam je:

CATRICE Ultimate Colour (cena 16,99) - pomadki te odkryłam niedawno i od pierwszego użycia zakochałam się w nich i wiem, że sukcesywnie będę kupowała nowe kolorki, gdyż pomadki te są niesamowicie kremowe, bardzo dobrze napigmentowane a gama kolorystyczna jest dość spora, więc każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie. Kolor 050 (princess peach) jest moim hitem wśród wszystkich pomadek - piękny pastelowo-brzoskwiniowy kolor, idealnie wpasowany w trendy wiosenne na ustach:

WIBO Eliksir (cena ok. 9zł) - pomadki o kremowej konsystencji w bardzo ładnych, żywych kolorkach:

AVON Color Trend (cena 15zł) - bardzo pozytywnie zdziwiłam się jakością tych pomadek, które są kremowe, mają ładne kolory i są dość trwałe:

LOVELY Extra Lasting (cena ok. 8zł) - piękne, intensywne, matowe błyszczyki, które w chwilę zasychają na ustach:

BELL Tint Lipstick (cena ok. 10zł) - fajna, nawilżająca pomadka, która z lekko różowych ust na początku, po chwili zrobi nam śliczny malinowy kolor na ustach:

I jak podobają się Wam moje propozycje pomadek i błyszczyków na słoneczne, wiosenne dni? Macie którąś z wymienionych przeze mnie pomadek, a może macie swoje własny typy?

Pozdrawiam gorąco
 

 
W dzisiejszym poście chciałabym przybliżyć Wam i opisać zastosowania dla rewelacyjnego produktu firmy Inglot - płynu Duraline:


Płyn ten nie jest nowością i zapewne niejedna z Was o nim słyszała i niejedna z Was go posiada lub posiadała. Płyn ten możemy kupić w każdym sklepie firmy Inglot i zapłacimy za niego 20zł.
Płyn znajduje się w 9ml buteleczce z pipetką z 9 miesięczną datą przydatności. I uważam, że jest to lekka przesada gdyż płyn ten jest niemiłosiernie wydajny i zużycie go w ciągu 9 m-cy graniczy z cudem...

A teraz chciałbym przybliżyć Wam jego zastosowanie, a dokładniej pomysły na jego zastosowanie. Na pewno nie będą one odkrywcze, jednak może któraś z Was znajdzie wśród tych pomysłów nowe zastosowanie dla swojego Duraline. Oto do czego płyn, według producenta, ma nam służyć:


DO NAKŁADANIA CIENI I PIGMENTÓW NA MOKRO
Płyn Duraline idealnie podbija kolor każdego cienia! Każdy kolor jest intensywny, głęboki. Cień bardzo dobrze rozprowadza się na powiece, jednak musimy zrobić to dość szybko, bo płyn szybko zasycha.
Producent zaleca by najpierw zamoczyć pędzel w płynie a potem w cieniu i wymieszać je razem. Ja polecam Wam skruszenie w potrzebnej ilości cienia na jakąś gładką powierzchnię i do tego dodać płyn Duraline i dopiero wtedy wymieszać to pędzelkiem. W ten sposób unikniecie tego, że cień w pudełeczku Wam skamienieje i zrobi się bezużyteczny.

Do czego jeszcze możemy użyć płynu Duraline?

DO NAKŁADANIA BROKATÓW NA MOKRO
Z wiadomych przyczyn sypkie brokaty na powiekach nie trzymają się, więc by uniknąć ich osypywania się tak by nasza buzia nie wyglądała jak bombka musimy użyć kleju, a po co klej skoro mamy płyn Duraline? Wystarczy w minimalnej ilości nanieść płyn na powiekę i przyłożyć do niej pędzelek z brokatem. Nic a nic, nawet najmniejszy brokacik nie spadnie nam z powieki!

DO TWORZENIA SWOICH WŁASNYCH, NIEPOWTARZALNYCH EYELINERÓW
Jest to ta sama zasada co przy nakładaniu cieni i brokatów na powiekę z tą różnicą, że zmieniamy pędzelek na cieniutki. Dzięki temu możecie uzyskać niepowtarzalne kolory kreseczek na oku.

JAKO BAZA POD CIENIE
Płyn ten działa o wiele lepiej niż niejedna baza pod cienie - po nałożeniu cieni na Duraline, te są nie do ruszenia. Cienie utrzymają się na powiece bardzo długo, nie zrolują się i w ciągu dnia nie będą się ścierać. Niestety ten sposób nie sprawdzi się u osób, które mają powieki z tendencją do przetłuszczania się

JAKO BAZA POD PODKŁAD
Ale tylko w przypadku skóry suchej - z racji swojej lekko tłustawej konsystencji. I oczywiście w małej ilości. Płyn ten nawilży Waszą cerę no i przedłuży trwałość podkładu.

JAKO "ROZWADNIACZ" ZASYCHAJĄCYCH TUSZY I EYELINERÓW
Wystarczy mała ilość płynu by nasz zasychający tusz lub liner wrócił do swojej pierwotnej postaci. Wystarczy wkropić do kosmetyku płyn, wymieszać szczoteczką (tusz), pędzelkiem (liner) i odstawić na parę godzin.
Wcześniej do rozwadniania tuszu do rzęs używałam płynu micelarnego a gdy zasechł mi liner to po prostu go wyrzucałam, ale odkąd mam Duraline, te sposoby poszły w odstawkę.

JAKO "ROZPUSZCZACZ" TWARDYCH, TĘPYCH POMADEK ORAZ PODKŁADÓW W SZTYFCIE
Wystarczy wziąć odrobinę płynu na palec, przejechać po pomadce i nanieść kolor na usta. Nie dość, że bez problemów to zrobimy, to jeszcze płyn utrwali nam tę pomadkę. W ten sam sposób rozpuścimy ciężkie podkłady w sztyfcie.

Każdego z ww. zastosowań Duraline używam sama i płyn ten jest moim nieodzownym elementem makijażu, jak również pomocnikiem przy problematycznych kosmetykach.
U mnie w każdym z tych przypadków sprawdził się w 100%. Mam nadzieję, że tym postem pomogłam znaleźć Wam zastosowanie dla płynu Duraline, który dla mnie jest produktem genialnym!!!

A Wy posiadacie płyn Duraline? Stosujecie go do któregoś z ww. przeze mnie sposobów?
A może macie swoje własne pomysły na płyn Duraline?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam dzienny ale dość mocny makijaż, który wykonałam za pomocą dwóch cieni od firmy Catrice - cień połyskujący na złoto oraz brązowy mat:


Już niebawem na blogu recenzja cieni Carrice, a teraz czas na makijaż:


Na całą ruchomą powiekę nałożyłam połyskujący złoty cień, a w zewnętrzny kącik, w załamanie powieki i troszkę nad załamanie nałożyłam brązowy mat. Porządnie roztarłam to pędzelkiem.
Przy górnej linii rzęs brązowym linerem namalowałam kreskę, którą pociągnęłam aż do dolnej linii rzęs i poprowadziłam ją na 1/3 jej długości. Potem gąbeczką roztarłam to.
Na koniec wytuszowałam rzęsy i gotowe!
Łatwy, szybki, połyskujący makijaż.
Podoba Wam się? Lubicie mieszać błysk z matem?
  • awatar marszin912: Mam matowy z tej serii i nawet go lubię,zastanawiałam się wczoraj nad zakupem połyskującego ale nie byłam przekonana .Po twoim makijażu zdecydowałam że zakupie. Ślicznie :)
  • awatar Młode mamy <3: Witam i zapraszam do mnie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jeden z lakierów Wibo z najnowszej serii Celebrity Look (cena powyżej 6zł). Ja skusiłam się na nr. 02 my charming - jest to ładna, pastelowa brzoskwinka z delikatnym złotym shimmerem, idelna na wiosnę i lato:


Zawsze kiedy kupuję lakiery Wibo mam pewność, że żaden z nich mnie nie zawiedzie, zarówno pod względem konsystencji, koloru jak również jakości lakierów i tak było i tym razem.
Lakier ten średnio kryje przy jednej warstwie, aczkolwiek dla zdecydowanego koloru na paznokciach, musimy nanieść jeszcze jedną warstwę. Lakier nie jest gęsty, nie smuży podczas aplikacji.
Jeżeli chodzi o jego trwałość, to jest ona zadowalająca bo lakier ten, na moich paznokciach, trzyma się 5 dni. W tym czasie lakier nie odprysnął a jedynie starł się na końcach.
Z koloru 02 my charming jestem bardzo zadowolona, podoba mi się szalenie ale kusi mnie jeszcze jeden kolorek - nr. 04 pinky day i chyba przy najbliższej wizycie w Rossmannie go kupię

1 warstwa lakieru

2 warstwy lakieru


A Wy macie jakieś lakiery z tej serii? Jakie są Wasze opinie na ich temat?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moi drodzy,
witajcie w pierwszy dzień wiosny. Trzeba przyznać że pogoda nas jak do tej pory rozpieszczała ale to co mamy dzisiaj za oknem to istne szaleństwo!!! Jest dopiero po 100 a u mnie termometr pokazuje 18 stopni

Pamiętacie jak przedstawiałam Wam moje ulubione płyny micelarne, najpierw Bourjous a potem Mixa? I teraz znowu pokarzę Wam kolejny płyn micelarny - nowość od firmy Garnier:

"Płyn micelarny 3 w 1 to prosty sposób, by usunąć makijaż oraz oczyścić i ukoić całą skórę (twarz, oczy, usta) za pomocą jednego gestu. Nie wymaga spłukiwania.
To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający od Garniera, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efektem jest idealnie czysta skóra bez pocierania. Bezzapachowy."

Firmę Garnier lubię, bo niektóre kosmetyki ma bardzo fajne, np. dwufazowy płyn do demakijażu oczu, różowy krem do rąk czy też balsamy do ciała. Dlatego nie zastanawiałam się długo nad kupnem tego micela.
Płyn ten wypatrzyłam w drogerii Hebe, nie był drogi bo za 400ml płynu zapłaciłam niecałe 14zł (prawdopodobnie w promocji). A wczoraj będąc w Biedronce ten płyn również możecie tam kupić za 12,99.
Oprócz atrakcyjnej ceny, skusił mnie skład płynu. I mimo, że na składach i skomplikowanych ich nazwach kompletnie się nie znam, to widząc skład tego płynu, pozytywnie się zdziwiłam, bo jest bardzo krótki, a czym krótszy w tego typu kosmetyku to lepszy.
Skład: Aqua, Hexylene Glycol, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Poloxamer 184, Polyaminopropyl Biguanide.

Jak widać płyn ma przeźroczystą, plastikową butelkę z zatyczką otwieraną do góry, co jest troszkę uciążliwe przy wylewaniu płynu na wacik. Musimy ostrożnie to robić, bo inaczej płyn rozleje się nam na wszystkie strony.
Płyn ten ma ogromną pojemność - 400ml, które według producenta ma starczyć nam na 200 zastosowań. Jak już pisałam wcześniej jest tani, bo w Rossmannie, w regularnej cenie kosztuje ok. 18zł. Płyn rzeczywiście jest bezzapachowy.
Co do jego działania, to powiem że jest to mój już 3ci ulubiony płyn micelarny!!! I tak jak płyn Mixa pobił Bourjous, tak ten od Garniera powala te dwa na łopatki. Jest po prostu świetny!!!
Płyn ten bardzo dobrze radzi sobie z moim makijażem, bez trudu zmywa cienie, elinery, tusze (niewodoodporne) i podkład. Nie trzeba wielkiego wysiłku by zmyć to wszystko z twarzy. Płyn nie szczypie w oczy (co najważniejsze!) i nie zostawia tłustej warstwy, której nienawidzę! Skóra po jego użyciu jest odświeżona i wyczulanie nawilżona.

Dla mnie to w tym momencie numer 1!
I jeżeli znowu nie wypatrzę jakiejś nowości, która urzeknie moje serce tak jak ten Garnier, to ten płyn zostanie ze mną na dłuuugggoooooo....
Serdecznie go polecam.
 

 
Dzisiaj chciałabym krótko zrecenzować Wam poczwórne cienie do powiek od firmy Gosh (cena 45zł). Ja skusiłam się na paletkę Q22 Driftwood - są to bardzo delikatne odcienie brązu, idealne na dzień:

"Gosh Eye Shadow Quattro to doskonałej jakości cienie do powiek, których lekko kremowo - pudrowa konsystencja zapewnia długotrwały efekt.
Posiadają stabilne barwniki i luminooptyczne pigmenty, które dopasowują się do źródła światła. Masło Shea, witamina E i zmiękczające olejki roślinne pielęgnują i chronią.
Zawierają filtry przeciwsłoneczne."


Jak widać na zdjęciach paletka ta zawiera same perły, aczkolwiek nie jest to perła mocno rzucająca się w oczy, a delikatna i subtelna.

Na temat tych cieni nie będę się długo rozpisywać, napiszę tylko że są naprawdę dobrej jakości - mają genialną kremową konsystencję, świetnie się je nakłada na powiekę (używam pędzli), dobrze się je rozciera i łączy ze sobą. Cienie nie osypują się w trakcie aplikacji a w ciągu dnia oczy nie wymagają żadnych poprawek, bo cienie nałożone na powieki rano, trzymają się cały dzień.

Jedynym minusem tych cieni to cena! Trochę wysoka i serce boli przy ich zakupie, no ale ich jakość mnie zadziwiła a szczególnie ta mega kremowa, gładziutka konsystencja.
Jeszcze nie spotkałam się z tak dobrymi cieniami. Nie wiem jak inne kolory cieni z tej serii ale te brązy są rewelacyjne i jeżeli będziecie kiedyś zastanawiały się czy warto je kupić to ja stwierdzam, że WARTO!!! Nawet za 45zł.


A oto jak cienie te prezentują się w makijażu:

 

 
Przeważnie jest tak, że zanim napiszę jakąkolwiek recenzję na blogu, dany kosmetyk czy rzecz testuję przynajmniej miesiąc, ale w przypadku tego produktu recenzję piszę Wam po tygodniu stosowania go. Dlaczego? Bo tak naprawdę już po pierwszym użyciu tego kosmetyku stwierdziłam czy jest on dobry czy to istny bubel.
Bazę matująco-wygładzającą Ladycode by Bell, bo o niej w dzisiejszym poście mowa, kupiłam w Biedronce (12,99). W szafach firmy Bell do nabycia jest ta sama baza pod nazwą Perfect Skin.

"Bell matująco-wygładzająca baza pod makijaż, zamknięta w poręcznym słoiczku.
Baza ta wyrównuje powierzchnię skóry, skutecznie wygładza drobne zmarszczki oraz niweluje inne niedoskonałości cery.
Dzięki substancjom pochłaniającym sebum, trwale matuje, zapobiega nieprzyjemnemu efektowi „błyszczenia skóry”. Utrwala makijaż. Zawiera mineralny
filtr UVB chroniący przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych."

Wcześniej miałam bazę rozświetlającą od Oriflame a ta od Bell jest moją pierwszą bazą matującą pod makijaż. Dlatego byłam jej bardzo ciekawa, czy rzeczywiście będzie matowić mi buzię bo tylko dla efektu matu ją kupiłam. Na wygładzenie czegokolwiek nie liczyłam. Zresztą w moim przypadku ta baza nie ma co wygładzać - rozszerzonych porów nie mam, większych zmarszczek też nie

Baza znajduje się w ładnym szklanym słoiczku, jest jej dość sporo bo aż 12g.
Baza ta ma bladoróżowy kolor i troszkę chemiczny zapach, jednak nie jest on drażniący. Jej konsystencja jest leciutka, delikatna, taki jakby mus.


Baza bardzo dobrze rozprowadza się po buzi (ja używam do rozprowadzenia jej pędzla-skunksa z firmy Sense&Body), szybko wchłania się w skórę i z tego co zauważyłam jest dość wydajna - wystarczy 2 razy przytknąć pędzel do bazy i to wystarczy by pokryć cieniutką warstwą całą twarz.
Gdy nałożę bazę na twarz, moja buzia jest aksamitna w dotyku i wygładzona. Podkład na niej bardzo dobrze się rozprowadza, nie roluje się.
Jeżeli chodzi o efekt matu, to muszę przyznać że baza ta radzi sobie bardzo dobrze z moją tłustą buzią. Efekt matowej cery utrzymuje się ładnych parę godzin, o wiele dłużej gdybym nie użyła tej bazy.

22 lutego było wesele mojego szwagra. Malowałam Pannę Młodą i siebie, i w obu przypadkach użyłam właśnie tej bazy - makijaż trzymał się nam od godz. 13:30 do godz. 50 następnego dnia. Bez żadnych poprawek! Bazę tę nałożyłam również Panu Młodemu i mojemu mężowi - świadkowi, tak by nie świecili się jak latarnie. I w tym przypadku baza również zdała egzamin. Żadnego błysku na czołach czy nosach.

Uważam, że jest to bardzo dobra baza matująca pod makijaż, za małe pieniądze, którą mogę z czystym sercem Wam polecić.

A Wy miałyście do czynienia już z tą bazą? A może macie innych faworytów do matowienia buzi?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
W katalogu 03/2014 firmy AVON wypatrzyłam NOWOŚĆ serii Planet Spa - Luxuriusly Refining - są to kosmetyki wzbogacone luksusowym czarnym kawiorem.
I wiedząc, że poprzednie maseczki od firmy AVON mnie nie zawiodły, zamówiłam właśnie maseczkę peel off, która rewitalizuje i wygładza naszą skórę. Ja za nią zapłaciłam 6,99! a jej cena regularna wynosi 20zł za 75ml:


Maseczka ta jak wszystkie z serii Planet Spa zapakowana jest w 75 ml tubkę z zakrętką otwieraną do góry. Ostatnio szaty graficzne kosmetyków serii Planet Spa mocno się zmieniły, oczywiście na plus.
Maseczka dość specyficznie pachnie - troszkę mdło, na początku mnie ten zapach drażnił, ale potem przyzwyczaiłam się do niego.
Jej konsystencja jest dość gęsta, jednak bez problemu rozsmarujemy maseczkę na twarzy. Maseczka zatopione ma w sobie złote drobinki, co bardzo ładnie wygląda:


Maseczka zasycha na twarzy po ok. 10 min. Potem bez problemu w całości ją ściągamy a potem możemy się cieszyć mega gładką, delikatną i widocznie odżywioną skórą.

Jest to kolejna maseczka od AVON z serii Planet Spa, która mnie nie zawiodła i z której działania jestem bardzo zadowolona! Jest to maseczka godna polecenia.

W najnowszym katalogu ta seria jest również w promocji, a maseczka ta kosztuje 9,99.
  • awatar droga wojownika: fajnie tutaj u cb :D bardzo mi sie podoba zapraszam do mnie :D
  • awatar magicblueeyes: Również uwielbiam maski Palnet Spa. Jak dotąd żadna mnie nie zawiodła :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj będzie post o produkcie, na którym się bardzo zawiodłam i który po prostu mnie wkurzył - pomadka do ust w pisaku od ASTORa (cena ok. 35zł):

"Perfect Stay Lip Tint to nowa szminka w formie flamastra do ust. Składa się z dwóch części - koloryzującego flamastra i nawilżającego balsamu do ust.
Flamaster pozwoli Ci nie tylko pokryć usta kolorem, ale również w łatwy i wygodny sposób uzyskać idealną linię warg. Balsam natomiast nawilży Twoje usta i zapewni długotrwałe uczucie komfortu.
Lip Tint nie zostawia śladów, gdy pijesz, ale długo pozostawia kolor na ustach."

Nigdy nie miałam pomadki w pisaku więc stwierdziłam, że w końcu muszę się w taką zaopatrzyć. Skusiłam się na kolor 302 Noisette. Jest to rudo-brązowy kolorek, który w sklepie wydawał mi się bardzo ładny. Kupiłam go bez namysłu, bo zawsze gdy kupowałam kosmetyki firmy Astor to nigdy się na nich nie przejechałam, aż do kupna tego pisaka!!! I dlatego strasznie mnie to wkurza bo jak można wypuścić taki bubel i wołać za niego ponad 30zł???


Gdy otworzyłam zakrętkę pisaka, uderzył mnie mocny zapach alkoholu... nie było to przyjemne ani podczas otwierania pisaka a tym bardziej podczas aplikacji go na usta.
Gdy przyłożyłam pisak do ust, przez chwilę ładnie pokrywał on moje wargi, lecz dosłownie po chwili jakby farbki w pisaku brakowało bo pisak momentalnie wysychał i musiałam "trzepać" pisakiem na wszystkie strony by farbka spłynęła do części malującej usta. Okazało się, że malowanie tym pisakiem zajmowało mi ok. 15 min!!!

Do tego farbka ta niemiłosiernie wysuszała usta i bardzo podkreślała suche skórki. Na dodatek po ok. 15 minutach od pomalowania się, farbka pod wpływem picia i zlizywania jej z ust, prawie zniknęła. Pozostał jedynie obrys ust. A po ok. 30 minutach farbka z ust zniknęła całkowicie! A balsam z 2giej strony pisaka? Po prostu zwykła wazelina do ust.


Użyłam go jedynie 2 razy i potem powędrował do kosza na śmieci, bo ten pisak nawet nie nadawał się by komuś go oddać albo by dać mu 2gą szansę.
Jestem tak zła na niego i na firmę Astor, że w ogóle wypuściła takie badziewie na rynek i to za takie pieniądze! Ten pisak nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego!!!
  • awatar Gość: Polecam produkty z intymniej.pl. Działają!! :)
  • awatar Gość: Ja polecam lip tint firmy Bell:)
  • awatar Gość: To wszystko prawda, również uważam, że to śmieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kochani,
wczoraj zakończyło się moje pierwsze rozdanie, które zorganizowałam na blogu.
Zapraszam więc na ogłoszenie zwycięzcy:
http://arkanaurody.blogspot.com/2014/01/wyniki-rozdania.html
 

 
Wszyscy je mają więc mam i ja! Osławione lakiery Lovely z kolekcji zimowej Snow Princess kusiły mnie odkąd tylko zobaczyłam ich zapowiedź na blogu Wibo i Lovely. I chociaż długo zbierałam się do kupienia jednego z nich, w końcu zostałam posiadaczką śnieżnobiałego lakieru Snow Dust o numerze 2:

"W limitowanej kolekcji Snow Princess znalazły się 3 niezwykłe odcienie lakieru piaskowego o bardzo zimowych kolorach: złotym, białym i srebrnym. Niczym biżuteria nadadzą one manicure niezwykłego wykończenia gdyż brokatowa konsystencja oraz wykończenie w formie piaskowej tekstury nadaje niepowtarzalny lśniący efekt. Wystarczy nałożyć pędzelkiem lakier i cieszyć się piaskowym manicure. Manicure wykonany lakierem Snow Dust długo się utrzymuje i łatwo zmywa za pomocą wacika nasączonego zmywaczem do paznokci."

Lakier ten zachwycił mnie swoim błyszczącym brokatem, byłam pewna że na paznokciach da on efekt oświetlonego słońcem śniegu, takiego migoczącego na srebrno. Niestety tu się zawiodłam, gdyż jak lakier zasycha na paznokciach to lśniący efekt momentalnie znika A szkoda bo tak naprawdę kupiłam go właśnie dla tego lśniącego efektu, o którym zapewnia nas Lovely...

Konsystencja lakieru jest bardzo fajna - lekko lejąca się lecz mimo tego lakier podczas aplikacji nie rozpływa się na boki. Już jedna warstwa wystarczy by pokryć paznokcie, ale najlepszy efekt jest gdy paznokcie pomalujemy 2 razy.

Lakier dość szybko schnie i rzeczywiście ma fakturę piasku, co okazało się działać mi na nerwy kiedy dotykałam opuszkami palców pomalowane paznokcie, sama nie wiem czemu.
Ja lakier ten na paznokciach nosiłam przez 5 dni i potem go zmyłam, jednak na pewno lakier trzymałby się na paznokciach dłużej. W tym czasie nie odprysnął na żadnym paznokciu.

Jeżeli chodzi o jego zmywanie to dla mnie jest to istny koszmar! Wcale łatwo nie zmywa się za pomocą wacika nasączonego zmywaczem. Trzeba nie lada wysiłku by zetrzeć go z paznokci!

I mimo tego, że lakier nie błyszczy w słońcu tak jak bym tego chciała i zmywa się go przy pomocy tony wacików nasączonych litrami zmywacza to sam lakier na paznokciach prezentuje się bardzo ładnie. Ręka wygląda tak estetycznie, czysto...
Oto zdjęcia zrobione w słońcu i w cieniu:

 

 
W końcu mogę powiedzieć, że jestem blondynką Po ostatniej wizycie u fryzjera, która miała miejsce już jakiś czas temu, moje włosy wyglądają tak:


Jak widać jeszcze końcówki gdzieniegdzie są ciemniejsze ale całość prezentuje się w sposób zadowalający. Mam nadzieję, że jeszcze tylko jedna wizyta na fotelu fryzjerskim a osiągnę swój wymarzony blond kolor...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moi drodzy,
dzisiaj będzie post o produkcie do pielęgnacji twarzy, bo dawno nic z tej dziedziny nie recenzowałam, a konkretnie będzie to intensywne serum rewitalizujące od firmy BIOLIQ (30ml, cena ok. 30zł).

BIOLIQ intensywne serum rewitalizujące to dermokosmetyk, którego substancje aktywne otrzymywane są w wyniku ekstrakcji, pozwalającej na skuteczne zachowanie ich unikalnych właściwości. Składnikiem przewodnim serum jest ekstrakt z kawioru (Acipenser spp.), który jest bogatym źródłem protein, lipidów, witamin i minerałów. Dzięki temu serum intensywnie stymuluje rewitalizację skóry - aktywnie regeneruje, nawilża i odżywia, co znacząco poprawia wygląd i kondycje skóry.

Dzięki obecności składnika aktywnego, wyizolowanego z korzeni tarczycy bajkalskiej, BIOLIQ intensywne serum rewitalizujące poprawia także jędrność i elastyczność skóry, jednocześnie hamując starzenie jej komórek na drodze enzymatycznej, poprzez zwiększenie liczby podziałów komórkowych. Ekstrakt z korzeni tarczycy bajkalskiej przedłuża aktywne życie fibroblastów o ok. 10% i opóźnia proces ich starzenia. Jego wpływ na skórę oznacza odmłodzenie populacji fibroblastów do kondycji porównywalnej ze skóra młodszą o dekadę. Co więcej, oddziałując na metabolizm preadipocytów i adipocytów, serum znacząco redukuje podwójny podbródek, co widocznie wpływa na kontur twarzy. Dodatkowo wyrównuje koloryt skóry, rozjaśniając przebarwienia i niewielkie plamki.

BIOLIQ intensywne serum rewitalizujące zostało poddane szczegółowym badaniom dermatologiczno-aplikacyjnym. Skuteczność produktu, jego natychmiastowe i długotrwałe działanie spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem lekarzy specjalistów z dziedziny dermatologii, jak i samych użytkowniczek:
- 87% kobiet zauważyło widoczną poprawę kondycji cery oraz wyrównanie jej kolorytu;
- 85% kobiet potwierdza, że serum widocznie ujędrnia i wygładza skórę;
- 83% kobiet widzi efekty już po 3 tygodniach stosowania serum;
- Natychmiastowy wzrost nawilżenia skóry aż o 37% już po pierwszej aplikacji.

Wstyd się przyznać ale jest to moje pierwsze serum do twarzy, mimo że blisko mi do 30stki to wcześniej na noc używałam jedynie kremów przeciwzmarszczkowych, ale parę m-cy temu widziałam pierwszy raz w TV reklamę serum BIOLIQ i postanowiłam je kupić i wypróbować. Okazało się że firma Bioliq jest polską firmą co mnie niezmiernie cieszy.

Jeśli chodzi o opakowanie serum to jest ono według mnie bardzo fajne i wizualnie bardzo estetyczne - w białym kartonowym opakowaniu znajdziemy buteleczkę z matowego grubego szkła wraz z pipetą do aplikacji produktu. Pipetka dozuje odpowiednią ilość serum potrzebnego do aplikacji na twarz.


Serum ładnie pachnie - tak delikatnie i nienachalnie. Jego konsystencja jest bardzo rzadka i delikatna - serum jest na bazie wody więc bardzo szybko się wchłania w skórę twarzy i nie pozostawia na niej tłustego filmu co dla mnie jest ogromnym plusem!
Ja serum to używam jedynie na noc i gdy rano wstaję nie mam tłustej twarzy co w przypadku kosmetyków które używałam wcześniej było standardem.

Używam tego serum codziennie na noc już ok. 5ciu m-cy, jest to już moja 2ga buteleczka tego specyfiku i powoli dochodzę do jej końca i jeżeli chodzi o rezultaty wynikające z używania tego kosmetyku to muszę przyznać, że moja skóra jest mocno nawilżona, delikatnie napięta, troszkę jakby bardziej rozjaśniona a także moje plamy, które pojawiły mi się na twarzy pod koniec ciąży, również są jakby jaśniejsze.
Czy serum likwiduje podwójny podbródek i czy widocznie wpływa na kontur twarzy? Hmm... raczej niespecjalnie, chociaż ja nie mam obwisłej skóry twarzy i podbródka. Możliwe że u osób starszych na te części twarzy serum również by zadziałało.
Jeżeli chodzi o spłycenie zmarszczek, to zauważyłam że pod oczami moje zmarszczki rzeczywiście są spłycone, może nie jakoś radykalnie ale delikatnie są.

Mi ten kosmetyk bardzo przypadł do gustu i z tego co widzę mojej skórze też, więc serum to będzie stałym elementem wyposażenia mojej kosmetyczki.
Uważam, że jest to bardzo dobry produkt za małe pieniądze, bo niecałe 30zł to nie jest ogromna kwota a rezultaty używania tego serum widać.

POLECAM!
MOJA OCENA 10/10

Przypominam również o ROZDANIU, które trwa od 15.12.2013 do 07.01.2014
http://arkanaurody.blogspot.com/2013/12/moje-pierwsze-rozdanie.html
 

 
Kochani,
przypominam o ROZDANIU, które po raz pierwszy zorganizowałam na blogu http://arkanaurody.blogspot.com/.
Do zgarnięcia są kosmetyki i rzeczy widoczne na zdjęciu:

* Ziaja maska regenerująca;
* Silcare bloczek matujący;
* Ziaja krem do rąk z ceramidami i koncentratem lipidowym;
* Nivea odżywka nawilżająca do włosów;
* BioSilk jedwab do włosów;
* Astor lakier do paznokci, nr. 001;
* Lovely tusz do rzęs Spectacular Me;
* Wibo żel stylizujący do brwi;
* M.sunly pilniczek do paznokci 100/180.

Wszystkie te kosmetyki i pilniki są nowe i nieużywane.
Rozdanie to trwa od dzisiaj, czyli od 15.12.2013 do 07.01.2014 roku do godz. 23:59 lub do czasu gdy liczba uczestników rozdania nie przekroczy 30 osób.
Zwycięzcę wybiorę poprzez wylosowanie karteczki z waszym nickiem lub imieniem, ogłoszę go na blogu dnia następnego, czyli 08.01.2014 i zwycięzcę poinformuję mailowo o wygranej.

PO WIĘCEJ informacji o rozdaniu zapraszam na http://arkanaurody.blogspot.com/2013/12/moje-pierwsze-rozdanie.html
 

 
Kochani,
dziś postanowiłam po raz pierwszy zorganizować na blogu http://arkanaurody.blogspot.com/ ROZDANIE!
Do zgarnięcia są kosmetyki i rzeczy widoczne na zdjęciu:

* Ziaja maska regenerująca;
* Silcare bloczek matujący;
* Ziaja krem do rąk z ceramidami i koncentratem lipidowym;
* Nivea odżywka nawilżająca do włosów;
* BioSilk jedwab do włosów;
* Astor lakier do paznokci, nr. 001;
* Lovely tusz do rzęs Spectacular Me;
* Wibo żel stylizujący do brwi;
* M.sunly pilniczek do paznokci 100/180.

Wszystkie te kosmetyki i pilniki są nowe i nieużywane.
Rozdanie to trwa od dzisiaj, czyli od 15.12.2013 do 07.01.2014 roku do godz. 23:59 lub do czasu gdy liczba uczestników rozdania nie przekroczy 30 osób.
Zwycięzcę wybiorę poprzez wylosowanie karteczki z waszym nickiem lub imieniem, ogłoszę go na blogu dnia następnego, czyli 08.01.2014 i zwycięzcę poinformuję mailowo o wygranej.

PO WIĘCEJ informacji o rozdaniu zapraszam na http://arkanaurody.blogspot.com/2013/12/moje-pierwsze-rozdanie.html
 

 
Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat produktów do kąpieli dla dzieci. Ogólnie kąpiel jest tematem rzeką i ile jest położnych i pediatrów, tak tyle samo głosów czy kapać dziecko codziennie czy też nie, bo dziecko przecież się nie poci oraz czym i w czym te dzieci myć i kąpać...


Kiedy byłam w szpitalu, już na drugi dzień po porodzie położna od noworodków wykąpała mi córkę a właściwie jedynie ją "wymoczyła", gdyż nie użyła niczego poza delikatnym płynem, który wlała do wanienki.
Kiedy byłyśmy już w domu, pierwszy raz wykąpałam córkę na 3ci dzień od pierwszej kąpieli i do dzisiaj kapie ją codziennie.
Po porodzie dziecku łuszczy się skóra. Przeważnie są to miejsca załamań. Mojej córce łuszczyły się stópki, dłonie, zgięcia łokci i szyjka. Przed porodem nie kupiłam żadnego kosmetyku do kąpieli więc po poszłam do apteki i tam farmaceutka zaproponowała mi emulsję do kąpieli z firmy Emolium (400ml, ok 45zł):
"Emulsja do kąpieli Emolium to nowoczesny emolient polecany do kąpieli emoliencyjnych dla dzieci i dorosłych ze skórą bardzo suchą, podrażnioną i swędzącą.
Dzięki bogatej i bezwodnej formule długotrwale odbudowuje płaszcz hydrolipidowy oraz pozostawia skórę odpowiednio natłuszczoną i odżywioną. Regeneruje skórę i eliminuje uczucie wysuszenia i swędzenia. Tworzy na powierzchni skóry aktywną lipidową okluzję, która działa dwukierunkowo: dostarcza w głąb skóry substancje długotrwale wiążące wodę w skórze oraz chroni ją przed utratą wody i działaniem czynników zewnętrznych. Hypoalergiczna formuła Emulsji do kąpieli powstała we współpracy z dermatologami.
Jest rekomendowana do stosowania u dzieci i niemowląt."

Emulsja ta ma ładny, delikatny zapach. Konsystencja jest oleista ale dość rzadka. Po jakimś czasie stosowania tej emulsji, łuszczący się naskórek na ciele córki zniknął.
Przez ponad 3 m-ce od urodzenia kąpałam córkę w tej emulsji, bo skóra była jedwabiście gładka, jednak nie była natłuszczona. Po kąpieli musiałam wcierać w ciałko córki oliwkę. Polecam.

Potem kupiłam emulsję Oilatum Soft (500ml, ok 50zł):
"Emulsja do kąpieli Oilatum Baby przeznaczona jest dla niemowląt od 1go dnia życia oraz dla osób dorosłych.
Przeznaczona do codziennej higieny skóry wrażliwej, alergicznej lub przesuszonej.
W swoim składzie zawiera parafinę, która doskonale nawilża i tworzy na skórze warstwę ochronną zatrzymującą wodę. Działa łagodząco na podrażnienia i niweluje uczucie swędzenia. Polecana do stosowania w wannie, pod prysznicem lub do miejscowego oczyszczania skóry. Emulsja jest wyjątkowo delikatna, bezzapachowa i nieuczulająca."

Emulsja ta jest konsystencji oleistej ale rzadkiej i teoretycznie jest bezzapachowa, jednak ma zapach i to dość nieprzyjemny. Po kąpieli skóra córki była prawie niewyczuwalnie nawilżona, nie była jedwabiście gładka a tym bardziej natłuszczona więc po kąpieli musiałam wcierać w skórę oliwkę. Ten kosmetyk kupiłam tylko raz. Nie polecam.

Kolejnym produktem, który wypróbowałam był to natłuszczający płyn do kąpieli firmy HASCOSAN Baby (500ml, ok. 30zł):
"Dzięki zawartości oleju, płyn do kąpieli HASCOSAN Baby natłuszcza skórę przeciwdziałając tym samym utracie wilgotności i przesuszeniu. Ma to szczególne znaczenie dla skóry skłonnej do zwiększonej utraty wody, ponieważ tworząca się po kąpieli powłoka olejowa przyczynia się do ochrony lipidowego płaszcza skóry.
Wchodzący w skład preparatu polidokanol łagodzi uczucie swędzenia suchej, podrażnionej skóry.
Płyn do kąpieli Hascosan Baby stosuje się do pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej, skłonnej do podrażnień i alergii.
Przeznaczony jest dla dzieci już od 2 miesiąca życia oraz dla osób dorosłych."

Płyn ten, jak poprzednicy był również oleisty ale rzadki. Zapach płynu był bardzo przyjemny, delikatny. Jako jedyny kosmetyk idealnie natłuszczał skórę dziecka, nie musiałam już potem wcierać w ciałko córki oliwki.
Niestety płyn ten bardzo przetłuszczał dziecku włoski. Po kąpieli i na drugi dzień mała miała na główce tłuste strąki a nie delikatny puszek. To niestety zdyskwalifikowało ten płyn, a szkoda bo jako nawilżacz i natłuszczacz skóry był rewelacyjny. Polecam jedynie do ciała.

Kolejną emulsją była emulsja do kąpieli Atoperal Baby (200ml, ok. 25zł):
"Natłuszczająca emulsja Atoperal Baby przeznaczona jest do codziennej pielęgnacji skóry atopowej, suchej i wrażliwej dzieci i niemowląt powyżej 1 miesiąca życia. Emulsja do ciała zawiera w składzie m.in. polidokanol, który działa przeciwświądowo i jest rekomendowany w produktach do pielęgnacji skóry atopowej.
Starannie wyselekcjonowane składniki zapewniają profesjonalną pielęgnację skóry dziecka."

Konsystencja produktu była dość oleista, zapach troszkę dziwny, nie za ładny ale też nie odrzucający.
Po kąpieli ciało córki było dobrze natłuszczone, nie musiałam ożywać oliwki. Polecam.

Atoperal Baby stosowałam ok. 1,5 miesiąca, potem odkryłam natłuszczający płyn do kąpieli od Ziaji (370ml, ok. 10zł):
"Ziajka natłuszczający płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt już od 1 dnia życia. Dokładnie oczyszcza i doskonale pielęgnuje skórę.
Lekko natłuszcza pozostawiając na skórze delikatną warstwę ochronną.
Wyraźnie zmiękcza i wpływa osłaniająco na naskórek.
Skutecznie zapobiega wysuszaniu skóry.
Wyjątkowa kompozycja składników sprawia, że preparat nie pozostawia śladów na ściankach wanienki."

Płyn ten ma rzadką oleistą konsystencję, przepięknie pachnie. Idealnie nawilża i natłuszcza skórę dziecka.
Jak dla mnie jest to numer 1 wśród pokazanych w tym poście produktów do kąpieli dla dzieci.
Zużyłam tego płynu już 2 butelki i wiem że nie zamienię go na żaden inny specyfik do kąpieli! Gorąco polecam!!!
 

 
Dzisiaj chciałabym zrecenzować Wam odżywczy olejek do włosów od firmy L'Oreal - Mythic Oil:

"Mythic Oil to uniwersalny olejek upiększający, który dostosowuje się do każdego rodzaju włosów.
Jego wyjątkowa formuła wzbogacona została w olejek z awokado i pestek winogron -
dla miękkości, zdyscyplinowania i rozświetlenia włosów.
Olejek awokado jest bogaty w witaminy A, B1, B2, D i kwasy tłuszczowe Omega 3 i 6. Olejek ten jest naturalnie lekki. Posiada właściwości odżywcze i rozświetlające włosy.
Olejek z pestek winogron słynny ze swoich właściwości odżywczych i przeciwutleniających. Posiada wysoką zawartość kwasów tłuszczowych w tym kwasu linolowego.
Olśniewające rezultaty: intensywne odżywienie, spektakularne rozświetlenie, miękkość włókna włosa i ułatwione suszenie.
Ochrona przeciw puszeniu się włosów.
Inspiracją do stworzenia olejku jest wyjątkowa magia orientalna, która czyni go kosmetykiem budzącym pożądanie ze względu na konsystencję oraz intensywne działanie."

Moje włosy są cienkie i szybko przetłuszczają się, więc kiedy stosowałam jakiekolwiek jedwabie lub sera na końcówki, musiałam uważać by nie przesadzić z ich ilością bo potem okazywało się, że moje włosy są jak przetłuszczone stronki.
Ostatnio będąc u fryzjera, fryzjerka zaproponowała mi kupno olejku Mythic Oil - cena niemała bo 30zł za 45 ml. Jednak już wcześniej słyszałam wiele dobrego o tym olejku więc kupiłam go.

Opakowanie to plastikowa buteleczka z pompką. Olejek ładnie pachnie a jego konsystencja jest bardzo lejąca.
Po kolejnym już rozjaśnianiu włosów moje końcówki są dość mocno przesuszone, więc na drugi dzień po wizycie u fryzjera, po wymyciu włosów i osuszeniu ich ręcznikiem, wmasowałam w nie ten olejek (1 pompkę), po wysuszeniu suszarką okazało się, że włosy są bardzo miękkie, delikatne i końcówki nie puszyły się.

Potem odważyłam się na nałożenie tego olejku na całe włosy, jedna pompka na końcówki druga na resztę włosów, nawet u nasady. Po wysuszeniu okazało się że włosy nie są ani troszkę przetłuszczone, są za to wygładzone, miękkie i lśniące!

Potem odważyłam się na kolejny krok - wmasowałam olejek w suche włosy. Przy innych tego typu kosmetykach, w życiu bym nie postąpiła w ten sposób ale w przypadku tego olejku okazało się, że jest on mega lekki, bo to również ich nie przetłuściło! Za to włosy były ładnie ułożone, nie sterczały na wszystkie strony i ładnie pachniały.

Olejkiem tym jestem zachwycona!!! Jest to idealny kosmetyk do włosów cienkich, delikatnych i przetłuszczających się. Mam wrażenie że obojętnie ile bym tego olejku we włosy nie wsmarowała, to i tak one nie będę obciążone.
Olejek ten jest również wydajny - kupiłam go 25 października. Włosy myję codziennie lub czasami co dwa dni, za każdym razem stosuję dwie pompki olejku i w buteleczce zostało go ponad 3/4.

Gdy ta buteleczka mi się skończy, to kupię sobie większą wersję tego olejku bo już teraz wiem, że ten produkt na stałe zagości w mojej łazience, bo jest po prostu REWELACYJNY i godny polecenia.

gorąco POLECAM!!!
ocena 10/10
  • awatar Arkana Urody - o wszystkim co kobiece...: @Lilitha: Ja jestem nim zachwycona i jest to mój nr. 1 jeżeli chodzi o produkty tego typu. Może nie jest tani ale uważam, że za taką jakość warto wydać te pieniądze. Oczywiście nie wiem jak by się sprawdził w przypadku innych włosów ale u mnie się sprawdził w 100% a moje włosy są dość wymagające.
  • awatar Arkana Urody - o wszystkim co kobiece...: @chocolate90: Witaj. Ja ten olejek kupiłam u swojej fryzjerki. Na pewno w którymś z salonów fryzjerskich w swoim mieście znajdziesz ten olejek. Są również do kupienia w sklepach fryzjerskich.
  • awatar chocolate90: Moje włosy z opisu są podobne do Twoich. Powiedz gdzie można dostać ten olejek?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Podobnie jak w tamtym roku w Rossmannie, od 22 do 28 listopada wszystkie kosmetyki i produkty do makijażu mogłyśmy kupić o 40% taniej. Pewnie niejedna z nas skorzystała z tej promocji...
Ja wcześniej obiecałam sobie, że do końca roku nic z kolorówki nie kupię, tym bardziej że ostatnio kupiłam podkład, tusz i cienie.
I mimo reklamy w telewizji i płynącym z niej "- 40%" długo się opierałam, ale w końcu wczoraj, ostatniego dnia promocji nie wytrzymałam i poleciałam do Rossmanna...
I znowu stałam przed dylematem co kupić a co nie. Wiele rzeczy brałam z półek a potem je znowu odkładałam. W końcu kupiłam kosmetyki 2 polskich marek - Wibo i Lovely. Wydałam jedynie 50zł, a zapas tuszu i żelu do brwi mam na długi czas. Do koszyka wpakowałam jeszcze kredki do oczu, eliner, pomadkę i błyszczyki.
AHHHHHH.... uwielbiam przeceny!!!
  • awatar cleina: też uwielbiam przeceny,zresztą jak chyba każdy :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›